hipoalergiczny krem z mocznikiem 10%

68,00 

Pojemność słoiczka – 50 ml

Zastosuj go bezpiecznie na twarz, ciało, dłonie lub stopy jeśli oczekujesz:

• bezpiecznego i długotrwałego nawilżenia,
• elastycznej i wygładzonej skóry,
• zdrowej regeneracji naskórka,
• pozbycia się zrogowaciałej warstwy skóry w miejscach objętych łuszczycą lub egzemą.

Recepturę kremu opracowaliśmy, aby skutecznie pielęgnować suchą i bardzo suchą skórę, skórę napiętą lub łuszczącą się.
Krem dobrze się wchłania i pozostawia skórę z wyczuwalnym efektem nawilżenia, bez tłustej warstwy .
Uczucie lekkiego pieczenia po zastosowaniu kremu jest naturalne i przemijające i wynika z wysokiej zawartości mocznika, którego znane właściwości nawilżające są wysoko cenione w kosmetyce.

Krem jest bardzo pomocnym preparatem pielęgnacyjnym w przypadku łuszczycy lub egzemy. W takich przypadkach powoduje stopniowe, naturalne rozpuszczanie łuski i ułatwia przenikanie do zmienionych chorobowo miejsc ewentualnie stosowanych farmaceutyków. Specjalnie dobrane substancje aktywne w składnikach kremu odbudowują struktury komórkowe, wzmacniają je i niejako pompują w nie wodę, której nasze komórki bardzo potrzebują szczególnie w miejscach, gdzie skóra była uprzednio leczona farmaceutykami.

W recepturze nie zastosowaliśmy olejów mineralnych (parafiny, wazeliny), groźnych chemikaliów oraz sztucznych substancji zapachowych. Przyjemny, cytrusowo-różany zapach pochodzi z naturalnego olejku geraniowego.

Na stanie

Kategorie: ,

Opis

Krem w większości składa się z naturalnych składników. Obecność w kremie składników syntetycznych jest kompromisem pomiędzy naturą i nowoczesną technologią. Niektóre drogocenne substancje nie są możliwe do wytworzenia w naturze, tak aby ich ilości zaspokoiły zapotrzebowanie na rynku kosmetycznym.
W kremie zastosowaliśmy ekologiczny konserwant. Jest to nieodzowne w przypadku, gdy produkt nie składa się w 100% z tłuszczów. Każdy krem czy emulsja, w której zastosowano wodę wymaga zabezpieczenia. My zdecydowaliśmy się na konserwant przeznaczony do zastosowania w kosmetykach naturalnych. Posiada certyfikat ekologiczny – EcoCert, COSMOS.
Poszczególne szarże produkcyjne kremu mogą różnić się zapachem lub barwą, gdyż nasz krem nie zawiera sztucznych barwników oraz substancji zapachowych. Różnice nie mają wpływu na wartość pielęgnacyjną kremu.
Krem został przebadany mikrobiologicznie i deramtologicznie. Jest hipoalergiczny i można go stosować u dzieci powyżej 3 roku życia.

INCI: Aqua, Urea, Isostearyl Isostearate, Cocos Nucifera Oil, Cetearyl Glucoside*, Sorbitan Olivate*, Panthenol, Cetearyl Alcohol*, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Glycerin, Prunus Domestica (Plum) Seed Oil, Glyceryl Stearate Citrate*, Cera Alba, Ribes Nigrum Seed Oil, Pelargonium Graveolens Oil, Curcuma Longa (Turmeric) Root Extract, Saccharide Isomerate*, Allantoin, Acacia Senegal Gum*, Xanthan Gum*, Triethyl Citrate*, Glyceryl Caprylate*, Benzoic Acid*, Glycolic Acid, Lactic Acid, Sodium Magnesium Silicate, Citric Acid*, Sodium Citrate*, Sodium Benzoate.
*składnik wchodzący w skład mieszaniny posiadającej certyfikat ekologiczny
**gliceryna roślinna

Opinie

  1. Marylka

    Marylka
    ~Mam ponad 65 lat. Na szczęście nie doskwiera mi żadna choroba dermatologiczna. Moje dwa problemy ze skórą to zmarszczki i to, że nie mogę używać wielu marek kremów bo często mnie uczulają, a wtedy bardzo szczypią i łzawią mi oczy. Hipoalergiczny krem z mocznikiem bardzo mi pasuje. Nie uczula mnie i bardzo nawilża. Nie używam już kremów przeciwzmarszczkowych. Ten je idealnie zastępuje i daje lepsze efekty.~

  2. Kinga

    Dziś mija miesiąc odkąd stosuje krem z mocznikiem i krem olejowy. Na wstępie chciałam zaznaczyć, iż nie mam typowych problemów skórnych, dla których ten środek jest rekomendowany. Moje problemy skórne głównie dotyczą przesuszeń skóry w obrębie nosa, policzków, dłoni i łokci. Aby recenzja miała miarodajny efekt postanowiłam stosować krem z mocznikiem wyłącznie na skórę twarzy, a krem olejowy na dłonie i łokcie. Po pierwszych 3 dniach zaobserwowałam dużą różnicę na skórze twarzy. Zniknęły przesuszenia i pęknięcia skóry w obrębie nosa, moja skóra przestała się również łuszczyć. Po tygodniu stała się delikatna i sprężysta, zaobserwowałam również mniejszą liczbę niedoskonałości cery. Krem olejowy jest bardziej tłusty, a co za tym idzie wydawać się może dla mnie mniej przyjazny jednak stosując go wyłącznie na noc, zaobserwowałam, iż moje ręce rano pokryte są delikatną, przyjemną powłoczką – są odpowiednio nawilżone, nie mają pęknięć na kostkach. Skóra na łokciach mimo, że nadal jest przesuszona, stała się mniej podatna na pęknięcia i krwawienie. Postanowiłam częściej stosować krem olejowy na łokciach. Zapach kremów jest oryginalny – przypomina mi babciny ogród. Z pewnością polecam te produkty każdemu, kto boryka się z przesuszeniami i niedoskonałościami skóry.

  3. Bogna (zweryfikowany)

    Przede wszystkim muszę podkreślić, iż jestem kosmetykosceptyczką i często – w zestawieniu z grupą co „się zna” – ignorantką w sferze tej materii. Po pierwsze, nie ma najmniejszych szans, by mnie przekonać, że w wieku 60 lat moja skóra będzie wyglądała na 30! (a czasem – tak na marginesie – odnoszę wrażenie, iż istnieje pewna grupa, która, zdaje się, w to wierzy). Po drugie, nie ma też szans, by zmusić mnie do codziennego „rytuału pielęgnacji” (jak dla mnie skomplikowanego i zabierającej zbyt dużo czasu), składającej się z tylu czynności, że połowy z nich nie pamiętam. Wierzę jednak w coś, co kiedyś powiedział mi mój kolega, że but pastowany wygląda o wiele lepiej, niż ten nie pastowany. No i dużo później się rozlatuje:)
    I to samo będzie z twarzą. Umycie (tak, tak robię to mydłem i nie przestanę) i odpowiednie nawilżenie to podstawa. Tak, by skóra dostała coś co ją uelastyczni i nawilży, nie będzie przesuszona, ani pokryta tłustą warstwą. A jeżeli są z nią problemy, jak z moją (skóra w niektórych miejscach sucha i łuszcząca się, a w innych tłusta, do tego popękane naczynka i na dodatek „zmarszczki, wory, sińce, bruzdy” – jak rzekła kiedyś moja ciocia do drugiej, po kilkuletnim niewidzeniu), to tym bardziej potrzebuję czegoś, co „zrobi mi dobrze”. Ale, żeby nie było tak pięknie, to jeszcze na dodatek – chyba z tzw. wiekiem – zaczęło mnie wszystko uczulać (choć może to i nie żadne uczulenie, a zwyczajne swędzenie, gdy jakąś „chemię” sobie zaaplikuję). Dotyczy to zwłaszcza kremów do twarzy oraz dezodorantów (doprawdy już sama nie wiem czego używać).
    I wtedy zjawił się on:) Po moich licznych narzekaniach, że pysk czerwony, że swędzi Marta przysłała mi próbkę swojego kremu z mocznikiem, jak deklarowała niemal całkowicie naturalnego (maść jest naturalna w 100%), a więc zakładała, że może mi pomoże. Tu musimy się chwilę zatrzymać nad tym, co to znaczy, że krem jest naturalny (bo jak się okazuje to wcale nie takie jasne). Naturalne składniki to te, które są wytworzone w naturze (niektóre też mogą uczulać), ale są składniki, które w takiej ilości (tu: do produkcji kremu) nie mogą zostać wytworzone w naturze, dlatego produkuje się je w laboratorium (i nic w tym złego), te składniki to w tym przypadku mocznik, alantoina, panthenol oraz dwie substancje konserwujące, które są dopuszczone w kosmetykach naturalnych (i są powszechnie stosowane gdy krem ma mieć trwałość powyżej tygodnia, a o to chodzi przecież), czyli Sodium Benzoate oraz Verstatil TBG (brzmią poważnie, ale poleca się je do konserwowania kosmetyków naturalnych i organicznych). Uff!
    Zaczęłam stosować. Muszę przyznać, że po pierwszych „wsmarowaniach” (tak, wiem należy wklepywać – niestety i do tego nikt mnie nie namówi), krem wydał mi się świetny. Pięknie pachniał (to zdecydowanie moje klimaty), wchłaniał szybko, a skóra była miękka i nic mnie nie swędziało (w końcu). Próbka szybko się skończyła, na szczęście si si bee zaczęło już sprzedawać swoje produkty. Zostałam więc jedną z pierwszych (i stałych już) klientek. Dzisiaj otrzymałam kolejny krem w pięknie zapakowanym, szarym pudełeczku, bez zbędnych „fajerberków” – jak mówi moje dziecko. W skromnym, ale eleganckim słoiczku ze szkła, z etykietą, która zawiera pełny skład, „zaserwowany” tuż pod nazwą kremu, dość dużą czcionką, nie zaś ukryty wstydliwie gdzieś z innej strony. Maść prezentuje się podobnie (ma trochę „cięższą” konsystencję, używam jej na noc jak mnie mocno wysuszy, sprawdziła się też rewelacyjnie zimą w górach).
    Podsumowując, uważam krem i maść za doskonałe produkty, po których moja twarz ma się tak dobrze, jak świeżo wyglancowane buty! Ważne dla mnie jest to, że nikt w si si bee nie wmawia mi, że to krem, który czyni cuda (cuda nie istnieją, a przynajmniej nie w takich sferach), ale oferuje coś, co świetnie nawilża i chroni, coś, co przygotowano z dużą uwagą, ze składników, które nie były testowane na zwierzętach!, a także coś, co zapakowano w materiały jak najmniej inwazyjne dla środowiska. Podejście si si bee do sprawy przekonuje mnie, dlatego będę wsmarowywała ich produkty tu i ówdzie, mając nadzieję, że w przyszłości pomyślą i o dezodorancie.
    P.S. Mój syn (lat 6) niestety po mamusi odziedziczył bardzo delikatną i wrażliwą skórę. Najpierw smarowałam go tylko maścią, ale od dwóch miesięcy smaruję kremem z mocznikiem. Rewelacja! Sama stosuję kremy si si bee od około ośmiu miesięcy.

  4. Monika (zweryfikowany)

    Krem wspaniale nawilża i wycisza skórę! Uwielbiam uczucie nawilżenia i miękkości po zastosowaniu. Używam codziennie!

  5. Aga

    Brzydko powiem – jestem od niego UZALEŻNIONA!!! Nie mam problematycznej skóry – raczej normalną choć wrażliwą. Ten krem ma idealny balans między nawilżeniem a natłuszczeniem, jak dla mnie. Idealnie pasuje zarówno pod makijaż na dzień jak i w celu odżywczym na noc. Uwielbiam zapach geranium w tym kremie, choć za roślinką nie przepadam 😉 Podsumowując – polecam wszystkim, kupują, stosują i jeszcze nikt się nie skarżył 😉

Dodaj opinię

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *